środa, 6 lipca 2016


Epilog dedykuję dla mojej wiernej czytelniczki, która całe opowiadanie była ze mną i wspierała w najtrudniejszych dla mnie momentach :* Werka to dla ciebie :* :* Dziękuje Ci za wszystko :* 



Epilog

13 lipca

Dziś mija miesiąc jak razem z Neymarem jesteśmy małżeństwem również miesiąc od naszego wyjazdu na wakacje. Cały miesiąc przeleżeliśmy i na prawdę porządnie odpoczęliśmy, chociaż moja córeczka nie dała o sobie zapomnieć i trochę miałam mdłości i kopniaków w brzuch, ale zdążyłam się przyzwyczaić. Mój brzuch jest już dobrze widoczny co przeszkadza mi, bo uważam, że strasznie przytyłam chociaż Ney jak to kochający mąż ciągle mi powtarza, że jestem najpiękniejsza, ale wracając do opowieści razem jest nam cudownie od ślubu tak na prawdę nic się nie zmieniło codziennie zakochujemy się w sobie na nowo co jest cudowne. Fakt kilka sprzeczek było, ale to normalne w każdym związku. Już jutro wracamy do Barcelony gdzie robimy dużą imprezę, ogłosimy moją ciążę i fakt, że kupiliśmy nowy dom <3 Z czego jesteśmy dumni, ale długo tam nie pobędziemy, ponieważ 20 lipca wyjeżdżamy razem z Diego, Davim, Caroliną i innymi znajomymi do USA, kolejne marzenie Neymara. Mamy zamiar pobyć tam z dwa tygodnie, a potem lecimy do Brazylii gdzie mój MĄŻ będzie zaczynał grę w reprezentacji. A od września zaczniemy przeprowadzkę do nowego domu, bo jak wiecie Ney przedłużył umowę z Barceloną z czego oboje się ogromnie cieszymy. Hmm zastanawiam się czy wszystko wam powiedziałam ? Chyba tak no więc to już byłoby na tyle. 


Żegnajcie :* 
Is, Ney, Diego i Sofia :* 


Tak właśnie kończy się historia naszych zakochany, na początku zwykła dziewczyna, która wyjeżdża by zacząć nowe życie w mieście które kocha oraz chłopak, który szuka tej jedynej, która pokocha jego trudny i wybuchowy charakter. Dzisiaj szczęśliwe małżeństwo mające syna oraz córkę w drodze na świat. Cieszą się pełnią życia i korzystają z niego póki zdrowie im pozwoli, ale jak w każdym związku są przeszkody, które trzeba pokonywać, ale razem da się przezwyciężyć wszystko !!!! 




I tak o to jest epilog kończący moją pierwszą historię mam nadzieję, że się podobało i nie zawiodłam was. Jak mówiłam nie mam pojęcia czy pojawi się nowa historia, iż nie będę miała kiedy pisać, ponieważ już od Poniedziałku zaczynam pracę co jest straszne, bo kończą się moje wakacje i wkraczam w dorosłe życie, ale jeśli coś się zmieni na pewno zostaniecie tu poinformowani o nowym pomyśle. Pozdrawiam wszystkie moje czytelniczki i dziękuję każdej z osobna za miłe słowa w komentarzach, które były dla mnie ogromną motywacją :D 
Do widzenia, a może do zobaczenia :* :* 

czwartek, 16 czerwca 2016


Rozdział 40





- No tak, bo już za kilka dni będę pił drinka z moją żoną - od razu się rozluźniłam, Brazylijczyk się tylko zaśmiał
- Kocham Cię
- Ja ciebie też - pocałował mnie czule w usta i tak minął nam wieczór w romantyczny sposób. Około 2 w nocy dopiero poszliśmy spać, zapamiętam ten wieczór do końca życia.



Kilka dni później


Mamy 12 czerwca już jutro razem z Neymarem powiemy sobie sakramentalne TAK nie mogę się doczekać. Pewnie jak i wszyscy, ale my z Brazylijczykiem najbardziej. Właśnie stoję przed lustrem w swojej wymarzonej sukience i mamy mały problem, bo nie chce się zapiąć.
- Is coś jest nie tak - powiedziała Rafa
- O co chodzi ?
- Nie mogę zapiąć, nie mieścisz się słonko
- Jezu kochany nie żartuj przecież miałam dietę i trochę ćwiczyłam - byłam przerażona, przecież jutro mam ślub, a ja nie mieszczę się w sukienkę
- Spokojnie, Carol dzwoń do salonu muszą jak najszybciej przerobić sukienkę, powiedz, że ja to mówię to zrobią to. - nie chciałam uwierzyć w to, że to się na prawdę dzieje jak ja mogłam się tak zaniedbać ? Kiedy już zdejmowałam sukienkę żeby ją zawieść do salonu, poczułam mdłości i od razu szybko pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam. Od kilku dni mnie tak męczy ale sądziłam, że to przez stres.
- Is a czy ty przypadkiem nie jesteś w ciąży ? - odezwała się Carol, która stała w drzwiach łazienki
- CO ?! Chyba żartujesz - szybko odpowiedziałam
- Idź do lekarza lepiej - potwierdziła Rafa
- No dobrze jedziemy - wstałam, umyłam twarz, nałożyłam nowe ciuchy i byłam gotowa do wyjścia. Kiedy jechałyśmy do lekarza zaczął dzwonić mój telefon.


Słucham ?
Hej kochanie, co tam porabiasz ?
Aaa jadę z dziewczynami do salonu a co ?
Jakiego salonu?
Muszę przerobić sukienkę, zamek się zepsuł, ale wszystko już załatwione.
To dobrze jak coś trzeba to dzwoń, a w ogóle dzwonię żeby Ci powiedzieć, że właśnie odebrałem garnitury i wracam z Diego do domu. Kiedy będziesz ?
Za jakieś 2 godziny powinnam być.
Ok to czekam. Kocham cię
Ja ciebie też


- Ale masz zamiar mu powiedzieć ? - odezwała się Carol
- Co mam mu powiedzieć jak ja jeszcze nic nie wiem ? - byłam przerażona nie byłam gotowa na drugie dziecko, zresztą mamy z Neymarem plany na przyszłość
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze - tym razem odezwała się Rafa. Po około 30 minutach byłyśmy na miejscu, dzięki Rafie mogłam od razu wejść do gabinetu, jednak nazwisko i sławny brat mogą zdziałać cuda. Przywitała mnie miła brunetka, od razu zaczęła badania. Po godzinie już wszystko było jasne. Wyszłam na korytarz gdzie czekały dziewczyny.
- I co ? - od razu skoczyła Rafa, cała aż drżałam z nerwów
- Jestem w 5 miesiącu ciąży, jak ja mogłam tego nie zauważyć ? - od razu dziewczyny mnie przytuliły, a z moich oczu popłynęły łzy. Nie wiedziałam jak mam to powiedzieć Neymarowi. Trochę ochłonęłam i postanowiłam wracać do domu. Z dziewczynami pożegnałam się pod kliniką i każda rozeszła się w swoją stronę. Tak w ogóle sukienka będzie gotowa już dzisiaj Rafa ją odbierze, bo to u niej w domu będę się ubierać. Weszłam do domu, gdzie od razu przywitał mnie Brazylijczyk.
- Cześć kochanie
- Hej
- Co jest ? Nie wyglądasz za dobrze - i się zaczyna, odłożyłam torebkę, wzięłam Brazylijczyka za rękę i zaprowadziłam do salonu - Tylko mi nie mów, że się rozmyśliłaś, tego nie przeżyję - wzięłam jego rękę i położyłam na swoim brzuchu, od razu popłynęły mi łzy z oczu.
- Jestem w ciąży, to 5 miesiąc i dziewczynka - Brazylijczyk na chwilę znieruchomiał, ale o dziwo nie zabrał ręki, natomiast zaczął masować mi brzuch
- Mówisz serio ? 5 miesiąc ?
- Tak, byłam dzisiaj u lekarza, nie wiedziałam dopóki dzisiaj sukienka się nie zapięła i muszę ją przerobić
- Czyli to co mówiłaś przez telefon to nie prawda ?
- Nie , znaczy po części, bo sukienkę zawiozłam ale dlatego, że w nią nie wchodzę
- Dlaczego mi od razu nie powiedziałaś ?
- Bałam się jak zareagujesz, a po za tym sama do siebie tej myśli nie chciałam dopuścić - zaczęłam płakać, a Neymar mnie mocno przytulił i pocałował w czoło
- Kocham cię
- Ja ciebie też
- Czyli miesiąc miodowy we 3 jednak ?
- Na to wychodzi- zaśmiałam się, humor już miałam trochę lepszy
- Kurczę, będę miał córkę, mała księżniczka muszę wymyślić imię może Sofia ? - tym razem mówił to do moje brzucha, a nie do mnie
- Nie za wcześnie na szukanie imienia ? Ale Sofia mi się podoba
- Będzie córeczka tatusia, zobaczysz - byłam szczęśliwa, że Ney tak zareagował na te wieści o ciąży od razu się uspokoiłam. Rozsiadłam się wygodnie na kanapie, a Brazylijczyk zrobił obiad, po chwili też przybiegł Diego i mocno się we mnie wtulił. Obiad zjedliśmy na tarasie, bo była piękna pogoda. Nie mogłam uwierzyć, że tak moje życie się ułoży, już jutro będę miała cudownego męża, z którym mam przepiękną dwójkę dzieci, no 2 w drodze, ale też będzie piękna i mądra jak Diego. Jakby ktoś mi to 2 lata temu powiedział, że tak się wszystko ułoży to bym chyba wyśmiała go prosto w twarz. A jednak to wszystko jest na prawdę. Siedzieliśmy z Neymarem i kończyliśmy jeść a mały biegał z piłką po trawie.
- Mam ci niespodziankę - odezwałam się
- Tak ? Z jakiej okazji ?
- Z okazji ślubu misiek - weszłam do domu i wzięłam do ręki kopertę, w której były bilety na nasz miesiąc miodowy. Podałam ją Brazylijczykowi, a ten zaczął od razu szybko ją rozpakowywać.- Mam nadzieję, że się spodoba.
- Żartujesz ?!?! Cały miesiąc na Karaibach ? Tylko ty i ja, a i mała kruszynka nasza. Nie wierzę, ale kiedy i jak ?
- Podoba się ?
- Nawet nie wiesz jak, jesteś najcudowniejsza - szybko wstał i czule mnie pocałował
- Mam nadzieję, że się zmieszczę w to co kupiłam na ten wyjazd
- Co kupiłaś ?
-A to już niespodzianka, ale powiem że noc poślubna będzie czarująca, bo od razu po weselu wylatujemy, więc nasz noc poślubna będzie w powietrzu.
- Masakra, jeszcze lepiej. Zapowiada się super, nie wiem jak ci dziękować.
- Nie musisz, wystarczy mi to, że ze mną jesteś
- I będę do końca - pocałował mnie tym razem namiętnie, ale i delikatnie jakbym była ze szkła. Tak minęło nam popołudnie. Wieczór spędziliśmy w gronie znajomych, parę osób do nas wpadło oczywiście wieści o mojej ciąży bardzo szybko się rozeszły, bo Neymar nie wytrzymał i chodził po całym domu i krzyczał, że będzie miał córeczkę i że to będzie jego księżniczka. Dzieci bawiły się do godziny 22 i zaraz padły mówię tu o Davim, Diego i Sophie . Ostatecznie naszymi drużbami będą Rafa i Gil, Carol i Gustavo oraz Agnes i Jota. Obrączki będą nieśli Davi, Sophie i Diego. Około północy położyłam się spać, kiedy już wszyscy wyszli, Neymar za chwilę do mnie dołączył, ale za dużo nie rozmawialiśmy, bo byłam padnięta. Jutro czeka nas ważny dzień i musimy być wypoczęci.


13 czerwca 

Obudziło mnie ciche śpiewanie Sto lat, kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam nad sobą trzech Brazylijczyków : Neymara, Diego i Daviego. Ten najstarszy trzymał tacę ze śniadaniem.
- Wszystkiego najlepszego mamusiu - pierwszy był Diego
- Sto lat ciociu - potem Davi, a na koniec deser
- Spełnienia marzeń kochanie, mam dla ciebie niespodziankę - pocałował mnie czule w usta i postawił tacę ze śniadaniem przede mną - Ale najpierw śniadanie 
- A co to za niespodzianka ? 
- Myślisz, że ci powiem ? Oj nie nie - zaśmiał się i zaraz go nie było. Zjadłam posłusznie śniadanie z dwoma rozpuśnikami u boku, którzy mi pomogli, potem wstałam i się trochę ogarnęłam. Faktycznie mój brzuszek już był widoczny. Przejrzałam się jeszcze w lustrze i mogłam zejść na dół, złapałam za rękę Diego i Daviego i poszliśmy na dół. W salonie czekał Brazylijczyk, a naokoło niego było pełno pięknych kwiatów Ney stał w między nimi i trzymał w ręce pudełeczko, dzieci mnie puściły i zaczęły chichotać ja od razu podeszłam do Neya
- Kochanie dzisiaj jest po części twój wielki dzień i po części nasz, ale na razie świętujemy twoje urodziny. Chciałbym podziękować Ci za te 2 lata spędzone razem, za to, że wytrzymywałaś moje humory, za to że zawsze mi pomagałaś, za to że zawsze jesteś na moim meczu, bo wiesz jak to jest dla mnie ważne, za cudownego syna i wkrótce córeczkę. Po prostu Cię kocham i cieszę się że cię spotkałem. - kiedy tak to mówił to z moich oczu płynęły łzy radości, te słowa były tak cudowne, na koniec złączyliśmy nasze usta a maluchy zaczęły krzyczeć szybko się od siebie oderwaliśmy i zaczęliśmy śmiać, wtedy Ney podał mi pudełeczko, które trzymał w ręce. Wzięłam je do ręki i po woli otworzyłam w środku znalazłam cudowny naszyjnik w kształcie serduszka, przyjrzałam się bliżej a na nim wygrawerowane były inicjały ,,NIDS" i znowu zaczęłam płakać, przecież dopiero wczoraj w południe się dowiedział o dziecku
- Ale jak i kiedy ? Przecież..- nie dał mi dokończyć
- Wiesz przecież, że ja dużo potrafię, po tym jak mi powiedziałaś, kiedy wyszedłem do łazienki zadzwoniłem do sklepu i kazałem dodać literkę S 
- Aaa czyli nie ma opcji, że nasza malutka będzie się inaczej nazywać ? - zaśmiałam się
- Nie raczej nie haha 
- To dobrze, nawet nie wiesz jak cię kocham - zarzuciłam mu ręce na szyję i mocno się w niego wtuliłam, ale nie mieliśmy za dużo czasu na pieszczoty, bo zaraz musiałam iść do Rafy i się szykować. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, Ney założył mi łańcuszek na szyję, wyglądał przepięknie. Około 9 zadzwonił dzwonek do drzwi jak się okazało byli to nasi świadkowie, dziewczyny od razu złożyły mi życzenia zaraz po nich chłopaki potem, zabrałam swoich kilka rzeczy i pożegnałam się z Neymarem i dziećmi. Byłam bardzo podekscytowana, zresztą nie tylko ja. U Rafy czekała na mnie już makijażystka i fryzjerka, usiadłam na fotelu i poddałam się w wir przygotowań. Około 13 byłam gotowa, razem z dziewczynami zjadłyśmy szybki obiad i dalej się szykowałyśmy, na początku ubrały się moje świadkowe,  potem ja. Zastąpiłam naszyjnik z brylantami moim dzisiejszym prezentem, bo uznałam, że jest on o wiele więcej warty niż ten kupiony wcześniej. Ten przypominał mi o moim Brazylijczyku i dzieciach. Około 15 wszystkie byłyśmy gotowe, miałam lekko pokręcone włosy a na nich cudowny wianek z żywych kwiatów w kolorze fioletowy z dodatkami różu, sukienka była dobrze przerobiona także się zapinała, a i mojego brzuszka nie było widać na szczęście. Dziewczyny miały również rozpuszczone włosy, a w nich po jednym kwiatku w kolorze sukienek. Makijaż miałam delikatny, jedynie moje oczy były podkreślone, zrezygnowałam ze szminki, bo wiem, że Ney jej nie lubi. Byłam cała w stresie, było coraz bliżej do wyjścia. Chodziłam po domu i wszystko przestawiałam z tych nerwów, dziewczyny się tylko śmiały.
- Jeszcze możesz się rozmyślić - roześmiała się Agnes
- O nie, nie ma takiej opcji Is zostanie moją szwagierką ! - od razu odezwała się Rafa
- Nie gadać mi tu, chyba przyjechali - odezwała się Carol i nerwy stały się jeszcze większe. Carol miała rację pod dom podjechało białe Audi z niego wysiadł Neymar, a z naszym samochodem podjechały jeszcze dwa, którymi jechali świadkowie i dzieci. Drzwi otworzyła Carol, ja stałam w salonie. Kiedy zobaczyłam uśmiechniętego Brazylijczyka cały stres nagle odszedł w niepamięć, a na jego miejsce pojawiło się ogromne szczęście
- Witaj kochanie, wyglądasz przepięknie - odezwał się pierwszy i pocałował mnie w usta delikatnie
- Dziękuje, ty również - dostaliśmy błogosławieństwo od rodziców, tak moi rodzice też się pojawili, ale nie zakrzątałam sobie nimi głowy. Zaraz po tym wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu, ja jechałam z Neymarem sama, jedynie mieliśmy kierowcę, którym był David Brazil dobry przyjaciel Neymara. 
- Jak się czujesz ?- z zamyśleń wyrwał mnie głos Neymara 
- Cudownie, a ty ? Nie chcesz się rozmyślić ? 
- Nigdy w życiu,a ty ?
- Też nigdy w życiu - zaczęliśmy się śmiać, jak widać humor nad dopisywał, na miejscu byliśmy po godzinie, drzwi otworzył i Neymar i podał rękę żebym mogła wysiąść. Cała ceremonia nie trwała długo, w sumie jedyne co pamiętam to moment w którym razem z Neymarem mówimy sobie TAK i końcówkę jak pastor mówi wszystkim 
- Przedstawiam państwu Panią Isabel Da silva i Pana Neymara Juniora Da silve - były to najcudowniejsze słowa. Wszyscy zaczęli bić brawa i krzyczeć, życzenia trwały dość długo, bo trochę tych gości były jednak. Miało być mniej, ale nie wyszło, ale nie żałuję. Weselna zabawa trwała do 5 rano, dzieci już dawno były odwiezione do domu razem z dziadkami, a na zabawie zostali przeważnie młodzi, świetnie się bawiłam, chociaż byłam strasznie padnięta, na dodatek ta ciąża dała mi już siwe znaki, nie czułam nóg. Neymar chyba też, bo co róż był proszony do tańca przez wszystkie kobiety i dziewczyny, które były na weselu, a ja przez wszystkich panów. 
- I jak czuję się moja żona ? - odezwał się Neymar kiedy mieliśmy przerwę na deser
- Zmęczona, choć przecudownie, a mój mąż ?
- Również tak samo, spokojnie już niedługo będziemy odpoczywać cały miesiąc 
- Tylko na to czekam - zjedliśmy deser, i zaraz znowu poszliśmy tańczyć, na koniec razem z Neymarem zatańczyliśmy do wolnej piosenki, patrząc sobie głęboko w oczy nie potrzebowaliśmy słów żeby ze sobą rozmawiać. Tak przetańczyliśmy 2 piosenki, zostaliśmy już tylko my i nasi świadkowie więc postanowiliśmy się zbierać, a co najważniejsze dzisiaj o 7 mamy samolot na wyspę oj to będzie długi lot. Pożegnaliśmy się ze znajomymi i zadzwoniliśmy po tatę Neymara, a teraz także i mojego. Przyjechał dość szybko razem usiedliśmy z tyłu i nawet nie wiem kiedy usnęłam, obudził mnie pocałunek w usta.
- Kochanie jesteśmy na miejscu 
- Już ? Jeszcze się nie wyspałam 
- Wyśpisz się w samolocie - zaśmiał się i wysiadł, obszedł samochód i pomógł mi wysiąść, poszliśmy do domu była godzina 6 więc jak najszybciej przebraliśmy się i wzięliśmy już spakowane walizki i szybko pojechaliśmy na lotnisko gdzie czekał na nas prywatny odrzutowiec, pożegnaliśmy się z Neymarem Seniorem i wsiedliśmy do odrzutowca. 
- Jak tu pięknie - odezwałam się i padłam na łózko 
- Też tak myślę, ale teraz koniec oglądania idziemy spać, ale pamiętaj że obiecałaś mi noc poślubną - przytulił się do mnie Brazylijczyk i objął swoimi silnymi ramionami
- Pamiętam, pamiętam - i tak w objęciach zasnęliśmy czekała nas długa podróż, bo około 10 godzin, mam nadzieję, że moja ciąża nie przeszkodzi mi w świętowaniu miesiąca miodowego. Zasnęłam z uśmiechem na ustach, iż dzisiejszy dzień był najpiękniejszym na świecie, goście byli zadowoleni, jedzenie pyszne, a i na szczęście nikt nie dowiedział się o ciąży, postanowiliśmy zrobić niespodziankę jak wrócimy z Karaibów, na razie to była nasza słodka tajemnica. 







No kochani jest i 40 rozdział i to już ostatni. Został nam tylko epilog, w którym uchylę rąbka tajemnicy z życia Neymara i Is po ślubie. Kiedy on się pojawi ? Nie mam zielonego pojęcia niestety. Przepraszam za tak długą przerwę, ale nie miałam jakoś natchnienia do pisania, za co bardzo przepraszam :* nie gniewajcie się :* Do zobaczenia :* :* 

wtorek, 17 maja 2016




Rozdział 39 



...ujrzałam moich rodziców siedzących na kanapie. Co oni tutaj robią ? Fakt zaprosiliśmy ich na ślub, ale nie sądziłam, że przyjadą, ponieważ od ich ostatniego przyjazdu nie odezwali się ani razu, byłam na nich wściekła. Spojrzałam na Neymara, ruszył ramionami na znak, że nie ma z tym nic wspólnego i też się zastanawia czemu tu są. Weszłam do środka, postawiłam torbę i weszłam do salonu.
- Co wy tu robicie ? - od razu zapytałam bez uśmiechu na twarzy 
- Kochanie, musimy porozmawiać - odezwała się mama
- Ja nie mam wam nic do powiedzenia. Ney gdzie Diego ? - odwróciłam się do Brazylijczyka
- Śpi, te zakupy i jeżdżenie po mieście zmęczyło go strasznie - odezwał się
- Córciu, ale my mamy ci dużo do powiedzenia, wysłuchaj nas proszę - tym razem głos zabrał tata, więc usiadłam koło Neymara na fotelu.
- No dobrze, słucham ?
- A więc, chcielibyśmy cię bardzo ale to bardzo przeprosić, zachowaliśmy się beznadziejnie. Masz prawo nam nie wybaczyć i więcej z nami nie rozmawiać, ale musieliśmy przylecieć i ci to powiedzieć. Jesteś naszą córką i nie wyobrażamy sobie żebyśmy byli pokłóceni do końca życia. - mama prowadziła swój monolog, a ja po woli się wyłączałam, nie byłam w stanie tego słuchać to oni się mnie wyrzekli, a teraz jakby nigdy nic przylatują i mnie przepraszają gdzie byli kiedy ich najbardziej potrzebowałam ?? Nie byłam w stanie tego słuchać, wstała i tak po prostu poszłam na górę i zamknęłam się w sypialni. Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. 


Ney pov's 

- Przepraszam, ale chyba musicie już iść - w końcu zabrałem głos, wiedziałem, że dla Is to za wiele, a jej ucieczka tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu, wiem że są to jej rodzice, ale bardzo ją skrzywdzili i nie zdziwiła mnie jej reakcja jak ich zobaczyła. Rodzice Is wstali, przerosili mnie za najście i zaraz ich już nie było. Od razu poszedłem na górę, ale drzwi do pokoju były zamknięte więc postanowiłem pójść do Diego. Mały już nie spał, wziąłem go i zabrałem na dół żeby go nakarmić. Po około 2 godzinach byliśmy już po kolacji, a Is dalej nie schodziła martwiłem się o nią. Zadzwoniłem do Rafy i poprosiłem żeby zajęła się Diego, zgodziła się od razu. Po 20 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi, mały już był spakowany i ubrany.
- Hej braciszku, co się dzieję ? - weszła do środka i wzięła rzeczy małego
- Przyjechali rodzice Is i zawitali do nas i oczekiwali, że Is im wybaczy i takie tam, Is jest załamana i leży w pokoju zamknięta martwię się o nią dlatego proszę cię o pomoc.
- Nie ma problemu wiesz o tym, dzwoń jak coś i pozdrów Is, trzymajcie się - dała mi buziaka w policzek na pożegnanie i zaraz już jej nie było, Diego będzie u niej dzisiaj spać, a ja zajmę się moją narzeczoną. Zamknąłem drzwi i od razu pobiegłem na górę o dziwo drzwi były już otwarte, po cichu wszedłem do sypialni, na łóżku leżała Is plecami do drzwi. Po woli usiadłem na łóżku, a ona odwróciła się w moją stronę miała podkrążone oczy i policzki mokre od łez. Usiadła i wtuliła się mocno we mnie czułem jak jej serce mocno biję. 
- Już wszystko dobrze - próbowałem ją jakoś pocieszyć
- Po co oni to robią ? Było dobrze tak jak było do tej pory, a teraz nagle się zjawiają i co ? - zaczęła mówić szeptem 
- Nie wiem kochanie, nie wiem - nie byłem w stanie nic innego wymyślić, siedzieliśmy tak chyba przez godzinę, póki Is nie zasnęła po woli odłożyłem ją na poduszkę i przykryłem kocem, położyłem się obok i mocno ją do siebie przytuliłem, zasnąłem też dość szybko.

Następnego dnia obudziłem się dość wcześnie, miejsce obok mnie było puste. Zerknąłem na zegarek, który wskazywał godzinę 9 więc postanowiłem wstawać. Wziąłem szybki prysznic trochę się ogarnąłem i zszedłem na dół z kuchni wydobywał się cudowny zapach od razu tam podążyłem. Przy blacie stała uśmiechnięta moja narzeczona, która kroiła owoce. Podszedłem do niej od tyłu, obejmując ją w talii i czule całując w policzek, od razu się odwróciła i pocałowała mnie w usta.
- Jak się spało ? - zapytała uśmiechnięta 
- Bardzo dobrze, a tobie ?
- Również, bo przez całą noc byłam wtulona w najukochańszego mężczyznę na świecie - uśmiechnęła się i zabrała się dalej do krojenia owoców
- Schlebiasz mi kochanie, co jemy ? 
- Tosty i na deser sałatkę owocową z lodami 
- Brzmi super - zająłem swoje miejsce i po chwili stał przede mną talerz ze śniadaniem, od razu zabrałem się za jedzenie. Byłem ciekawy co to za nagła zmiana humoru u mojej narzeczonej, ale nie chciałem jej psuć humoru więc postanowiłem nie zaczynać tematu. Około 10 byliśmy po śniadaniu pomogłem posprzątać dzięki czemu po chwili siedzieliśmy już w salonie.
- Misiek, a tak w ogóle to Diego wraca dzisiaj prawda ? - zapytała mnie Is 
- Tak, Rafa go przywiezie w południe
- Dziękuje, że się wszystkim zająłeś kiedy ja leżałam jak durna i płakałam 
- Kochanie nawet tak nie mów, nie dziwię się ci, że tak zareagowałaś. Już wszystko w porządku ?
- Tak, przemyślałam to i postanowiłam się tym nie przejmować. Nie wybaczę im tak szybko, ale i nie mówię, że nigdy im nie wybaczę w końcu to moi rodzice. Na razie będę chciała to wszystko na spokojnie przeanalizować ale nie mam teraz czasu bo trzeba organizować wesele to jest teraz na pierwszym miejscu. 
- To dobrze, to co robimy ? 
- Hmmm nie wiem a co nam jeszcze zostało ? 
- Więc tak mamy salę, wystrój, kwiaty, DJ , gości, stroje, menu ustalone. TORT ?!?!
- Jezu, faktycznie zapomnieliśmy o torcie, dobra jedziemy do Rafy, zabieramy Diego i szukamy cukierni - szybko wstaliśmy, wzięliśmy telefony i pobiegliśmy do samochodu, miejmy nadzieję, że jakaś dobra cukiernia znajdzie dla nas miejsce. Po 30 minutach był już z nami Diego, Rafa poleciła nam najlepsza cukiernię w Barcelonie, była ona w centrum tam więc pojechaliśmy. Na miejscu byliśmy po godzinie, bo się zgubiłem
- Hahahah jak można się zgubić w mieście, w którym się mieszka tyle lat ? - Is cały czas się ze mnie śmiała, nie mam pojęcia jakim cudem my się zgubiliśmy 
- Faktycznie śmieszne, zobaczymy jak ty sobie poradzisz jak cię wysadzę na jakiejś uliczce i będziesz musiała wrócić do domu ?
- Spokojnie mam telefon poradzę sobie - dalej się śmiała, ja w tym czasie wziąłem Diego i ruszyłem do cukierni, w środku od razu podbiegła do mnie miła pani w sumie to dziewczyna wyglądała na jakieś 23 lata. Zdziwiła się na mój widok i trochę speszyła, ale przywykłem do tego. Mojej narzeczonej chyba się nie spodobała, bo przeszyła ją wzrokiem od góry do dołu i zasłoniła mnie. 
- Zazdrośnica - szepnąłem jej na ucho, kiedy Melisa ( tak nazywała się ta dziewczyna) prowadziła nas do stolika, gdzie mieliśmy wszystko ustalić. Dostałem za to z całej siły w ramię, ale na szczęście Is nie ma tyle siły żeby to mnie bolało. Zaśmiałem się cicho i szedłem za nią. Usiedliśmy i Melisa przyniosła pełno katalogów dla mnie to za dużo było więc zająłem się Diego, odpowiadałem tylko wtedy kiedy Isi mnie pytała o coś. Dziwnie się czułem, bo cały czas czułem wzrok pracownicy na sobie nie powiem było to trochę denerwujące.


Is pov's

Od razu nie polubiłam tej całej Melisy, sztuczny uśmiech, platyna na głowie, cały czas wgapiała się w Neymara strasznie mnie to denerwowało, ale na szczęście Brazylijczyk nie zwracał na to uwagi.
- Więc czy mogę sama skomponować jakiś zestaw smaków ? - zapytałam uprzejmie 
- Tak oczywiście nie ma problemu co by pani chciała ? - niby odpowiadała mi, ale wzrok miała wlepiony w Neya. Jezu no zaraz coś normalnie jej zrobię. Bądź twarda Isabel bądź twarda !! 
- Poproszę kokosowo - ananasowy 
- Nie ma problemu, dobrze więc wygląd mamy, smak też coś jeszcze państwo sobie życzą ? 
- Kochanie chcesz coś jeszcze dodać ? - zapytałam ze sztucznym uśmiechem
- Nie, mi wszystko pasuje 
- To na kiedy mamy go zrobić ? - zapytała blondynka
- Na 13 czerwca - odpowiedział Neymar tym razem 
- Uu to już nie długo - zdziwiła się 
- Jakiś problem ? - zapytałam trochę podniesionym głosem, ale zaraz oprzytomniałam - Czy coś nie tak ?
- Nie nie wszystko w porządku, będziemy w stanie go przygotować. Poproszę jeszcze numer telefonu, żebyśmy się mogli skontaktować w dniu wesela
- Już podaję - odezwałam się pierwsza i szybko podałam jej swój numer
- A na wszelki wypadek, jakby pani nie odbierała to może niech i pan poda ?
- Myślę, że nie ma takiej potrzeby, odbiorę Dziękujemy za wszystko, jesteśmy w kontakcie - odpowiedziałam i wstała, zaraz po mnie wstał Ney i blondynka, podałam jej rękę i ruszyłam ku wyjściu, Brazylijczyk również podał tylko rękę i wyszedł za mną. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do jakiejś restauracji żeby zjeść obiad. - Co za wstrętna kobieta, nigdy więcej tam nie idziesz ze mną !
- Hahaha spokojnie kochanie, nie est ona w moim typie, a po za tym mnie tez irytowała swoim zachowaniem 
- To dobrze - już więcej nie poruszaliśmy jej tematu, zjedliśmy obiad w dobrej restauracji i około 15 byliśmy z powrotem w domu. Diego od razu pobiegł się bawić, a my z Neyem włączyliśmy telewizor i zaczęliśmy oglądać jakąś komedię. Tak minęło nam popołudnie. Około 20 wykąpałam Diego i położyłam go spać. Zeszłam na dół a tak w salonie czekał na mnie Brazylijczyk z kieliszkami wina w ręce. - A co to za okazja ? - zapytała biorąc kieliszek do ręki 
- Ostatnie dni z moją narzeczoną - uśmiechnął się i wziął łyka wina
- Jak to ostatnie dni ? - przeraziłam się ....




No moi kochani mamy i 39 rozdział. Tak tak wiem krótki, ale taki miał być. Będzie 40 rozdziałów i Epilog to już koniec historii Is i Neya, ale mam nadzieję, że niedługo powrócę z nowym pomysłem :D Do następnego moi drodzy :D Jak myślicie o co chodzi Neyowi, czyżby Melisa wygrała i skradła serce Brazylijczykowi ? 
40 komentarzy = 40 rozdział 

wtorek, 10 maja 2016


Rozdział 38




- Skoro jesteśmy tu wszyscy. Chciałbym ogłosić, że dnia 13 czerwca odbędzie się ślub mój i tu obecnej Isabel Mink. Postanowiliśmy dłużej z tym nie zwlekać. - kiedy Ney to ogłosił wszyscy wstali i zaczęli bić brawa i wiwatować. Wstałam i stanęłam twarzą w twarz z Brazylijczykiem. Przybliżył swoją twarz do mojej i delikatnie musnął moje wargi.
- Kocham cię - szepnęłam mu na ucho
- Ja ciebie bardziej- wymieniliśmy się jeszcze spojrzeniami i wtedy wszyscy przyjaciele zaczęli do nas podchodzić i składać gratulację. Posiedzieliśmy jeszcze trochę i około 23 postanowiliśmy się zbierać, bo Diego już marudził. W domu byliśmy trochę po 23, położyłam małego spać i zeszłam na dół do Brazylijczyka zastałam go w salonie jak zajadał żelki.
- Ej misiek nie za późno na słodycze ? - zapytałam śmiejąc się
- Hmm nie sądzę jest dopiero 23:46 to wcześnie
- To chociaż byś się ze mną podzielił  - obeszłam kanapę i usiadłam koło Brazylijczyka, włączyliśmy telewizję i razem jedliśmy żelki, sporo ich było. Trochę spędzę czasu na siłowni jutro. - Zaskoczyłeś mnie dzisiaj tym przemówieniem
- Ale pozytywnie prawda ?
- Pewnie, że tak - pocałował mnie czule, kiedy zobaczył, że nie odpycham go pogłębił pocałunek i tak żelki znalazły się na ziemi razem z moją bluzką i spodenkami Brazylijczyka. Całował mnie po szyi i po woli schodził niżej. Moje ciało wyginało się w łuk pod jego dotykiem. Po chwili oboje byliśmy nadzy to co się zdarzyło później to już wiecie. Było cudownie jak zwykle.



Obudziłam się w objęciach Neymara, mocno przytulał mnie do siebie jakby bał się, że ucieknę. Ale po chwili zorientowałam się dlaczego mnie tak trzymał, leżeliśmy na kanapie w salonie i bardzo mało brakowało żebym spadła na ziemię. Nawet przez sen troszczy się o mnie. Oboje byliśmy nadzy, delikatnie mieliśmy nogi przykryte kocem. Zerknęłam na zegarek, było kilka minut po 9.
- Ney, Ney - szturchnęłam Brazylijczyka na co ten puścił mnie i z hukiem wylądowałam na ziemi. Całą noc mnie trzymał, a teraz wystarczyło go dotknąć żeby mnie puścił. Syknęłam z bólu i wtedy Brazylijczyk się obudził i aż podskoczył.
- Nic ci nie jest kochanie ? - spojrzał na mnie z takim przerażeniem w oczach aż się zaśmiałam- czemu ty się śmiejesz ?
- Bo wyglądasz śmiesznie, masz takie przerażenie w oczach. Przecież nie jestem ze szkła.
- Martwię się, ale skoro mam się nie martwić to dobranoc - odwrócił się na drugi bok i zakrył aż pod szyję kocem. Wstałam założyłam bluzkę i spodenki, podeszłam do kanapy i ściągnęłam z niego koc. Nie był zadowolony z tego powodu, ale wyglądał słodko, nagi i zły leżący na kanapie.
- Misiek nie chciałam tego robić, ale jest po 9 a na 10 masz trening regeneracyjny, na którym musisz być, więc rusz ten zgrabny tyłek i się ubieraj.
- Mam zgrabny tyłek ? Wiedziałem - zaśmiał się, złapał mnie za rękę i pociągnął tak, że leżałam na nim - a ty cała jesteś zgrabna - pocałował mnie czule w usta
- Nie słodź i tak jedziesz na trening, a po za tym jak tak codziennie będziemy jeść żelki o 11 w nocy to po tej zgrabności ślad nie zostanie
- Dobra dobra już się szykuję, chociaż wolałbym zostać i przeleżeć z tobą cały dzień, albo poćwiczyć żeby spalić te żelki, ale nie na siłowni - uśmiechnął się znacząco 
- Głupek, w głowie tylko jedno - szturchnęłam go w ramię i wstałam, poszłam do kuchni zrobić mu szybkie śniadanie, a w tym czasie Brazylijczyk poszedł na górę się przebrać, a raczej ubrać. Kiedy kończyłam sałatkę i kanapki na dole pojawił się Brazylijczyk z Diego na rękach, mały uśmiechnął się jak mnie zobaczył, zeskoczył z rąk Neya i przybiegł do mnie.
- Mama, mama - wzięłam go od razu na ręce i mocno przytuliłam
- Hej kochanie, jesteś głodny ?
- Tak baldzo
- To dobrze - posadziłam go w jego krzesełku i przyniosłam śniadanie, Brazylijczyk szybko zjadł dał buziaka nam obojgu i zniknął za drzwiami, coś czuję, że się spóźni, ale już nic nie mówiłam. Razem z Diego dokończyłam po woli śniadanie, kiedy kończyliśmy na zegarku wybiła 10:30. Wypuściłam małego i zabrałam się za sprzątnięcie po śniadaniu. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Rafy , bo była potrzebna mi jej pomoc, ale to zaraz wam wyjaśnię. Po jakiś 20 minutach Brazylijka była już u mnie w domu.
- To co to za pilna sprawa ? - zapytała od razu jak weszła
- Musisz mi pomóc w przygotowaniu prezentu dla Neya. To będzie taki ślubny prezent, ale chcę już go mieć z głowy i zająć się przygotowaniami, w których też mi będziesz musiała pomóc.
- Super !!! A co za prezent chcesz mu sprawić ?
- Już dawno nie wyjeżdżaliśmy nigdzie tylko we dwójkę, chciałabym zaplanować jakieś wakacje, a raczej miesiąc miodowy, ale w takie miejsca, w których jeszcze nie był i gdzie będzie mógł swobodnie odpoczywać.
- Ooo fajnie, ty masz głowę, może na jakąś wyspę ? 
- Dobry pomysł, ale gdzie ? - siedziałyśmy w salonie i szukałyśmy w internecie ciekawych miejsc, jedno najbardziej mnie urzekło, ale co to za miejsce dowiecie się razem z Neyem w odpowiednim momencie. 
- Dobra, prezent mamy, jeszcze tylko wykupię bilety, a teraz czas na zakupy ! 
- Ja gotowa - zaśmiała się Brazylijka, ubrałyśmy Diego i wyszłyśmy na miasto, zostawiłam karteczkę dla Neya, że wyszłam z Rafą i wrócę trochę później. Prawie cały dzień spędziłyśmy na zakupach, mały to był wykończony zresztą my też. Kupiłam sobie strój na noc poślubną i kilka drobiazgów do sukni ślubnej której jeszcze nie mam. Do tego kilka ubrań na nasz wyjazd. Wszystko zabrała Rafa do siebie, żeby Neymar nic nie podejrzewał ze sobą wzięłam tylko jedną sukienkę i okulary przeciwsłoneczne oraz kilka ubranek dla Diego. W domu byliśmy trochę po 15. Kiedy weszłam do środka od razu uderzył we mnie zapach naleśników i owoców w czekoladzie. Mały szybko wbiegł do domu i zaczął szukać taty. Ja po woli się rozebrałam i odstawiłam zakupy.
- Cześć kochanie - w progu przywitał mnie Brazylijczyk, całując mnie słodko w usta
- Hej misiek, co tak ładnie pachnie ?
- Obiad nasz - uśmiechnął się i zniknął za ścianą, zaniosłam zakupy na górę i przebrałam się w wygodniejszy strój. Kiedy zeszłam na dół stół już był zastawiony a Diego już zajadał swojego naleśnika. Usiadłam do stołu i zaraz Brazylijczyk postawił przede mną talerz z naleśnikami i owocami polanymi czekoladą. 
- I znowu czekolada ? - skrzywiłam się, bo mój brzuch i tak jest już większy niż był wcześniej. Brazylijczyk zgiął się przy mnie i szepnął mi do ucha
- Spokojnie kochanie, dzisiaj wieczorem poćwiczymy, tyle, że spalisz wszystkie kalorie z obiadu i 3 ostatnich dni - kiedy to powiedział aż się zarumieniłam, zauważył to bo się uśmiechnął i poszedł po swoje naleśniki. Czyli czeka mnie ciekawa noc. - Jak tam było na zakupach ?
- Dobrze, kupiłam sobie parę rzeczy i dla małego, a jak tam było na treningu ?
- Nudno w sumie, ale ok. Teraz mam 3 dni wolnego, może się gdzieś wybierzemy ? 
- A gdzie byś chciał ? - byłam ciekawa jego planów, bo zazwyczaj kiedy Neymar pyta czy gdzieś się wybierzemy to już ma cały plan opracowany. - Zapewne już masz wszystko zaplanowane, ale no jestem ciekawa 
- Za dobrze mnie znasz, zaczynam się bać, ale no pomyślałem, że może polecielibyśmy do Londynu ? Moja koleżanka ma urodziny i wszyscy lecą więc pomyślałem, że może i my polecimy co ty na to ?
- W sumie czemu nie, może być fajnie, a co z Diego ? 
- Mój tata będzie jutro w Barcelonie i zostaje na kilka dni, w sumie chyba nawet na miesiąc, bo ma jakieś sprawy do pozałatwiania, więc mówił, że może się zająć Diego.
- A czyli twój tata już wie o naszym wyjeździe ? 
- No tak 
- Tak myślałam, no nic skoro wszystko ustalone to kiedy wylatujemy ? 
- Jutro o 16 - skończyliśmy jeść, Brazylijczyk sprzątnął wszystko, a ja zabrałam małego na taras, usiadłam na leżaku, a Diego zaczął się bawić piłką, zaraz dołączył do nas Ney. Wzięłam telefon i zaczęłam trochę przeglądać portale społecznościowe, bo dawno na nich mnie nie było musiałam nadrobić zaległości. Zrobiłam zdjęcie jak Ney z mały grają i wstawiłam na instagrama z dopiskiem: ,, Dla takich chwil warto żyć <3 " . Wyłączyłam wszystko i odłożyłam telefon dopiero teraz dotarło do mnie, że nie jestem spakowana. 
- Ney musimy się spakować - rzuciłam nagle
- Spokojnie, jeszcze mamy czas, jutro mam ostatni trening o 11 w domu będę koło 14 zdążymy- powiedział siadając okrakiem na mnie, szczerze powiem słodko to wygląda
- Jak ty chcesz zdążyć wszystko ogarnąć w godzinę ? Na lotnisko mamy kawałek drogi, a ty mi mówisz, że w godzinę się wyrobisz ? 
- Kochanie spokojnie - przysunął się do mnie i lekko pocałował - Mi dużo czasu nie potrzeba, sama wiesz - zaśmiał się jak to powiedział i się wyprostował, dostał za to ode mnie kuksańca w ramię
- Głupek ty tylko o jednym, dobra ja zacznę od rana się pakować, wszystko przygotuję dla małego, a ty sobie sam się będziesz pakować - zgięłam ręce na piersiach i odwróciłam głowę, żeby nie patrzeć jak ten głupek się śmieje 
- I tak wiem, że mnie kochasz - złapał mnie za ręce i przyciągnął do siebie i wpił się mocno w moje usta, od razu się poddałam, po chwili przybiegł do nas Diego i przerwał nam tą romantyczną chwilę
- Tatusiu nie jedz mamusi - krzyknął 
- Synku, ale mamusia jest taka dobra, że nie mogę się oprzeć - zaśmiałam się i próbowałam zwalić Brazylijczyka z nóg
- Złaź grubasie, jesteś ciężki - wstał i usiadł obok mnie, a ja wzięłam małego na kolana i przytuliłam do siebie 
- Spokojnie dzisiaj spalę trochę kalorii - zaśmiał się po czym wstał i poszedł do domu 
- Oj ten twój tatuś to głupek - powiedziałam do Diego i tak siedzieliśmy sobie w ciszy patrząc na gwiazdy, których było coraz więcej. Po chwili wrócił Brazylijczyk z tacą na której stały 3 lemioniady no dobra cofam swoje słowa jednak jest on najukochańszym mężczyzną jakiego znałam na świecie. Wypiliśmy wszystko i postanowiliśmy, że położymy małego spać, bo już przysypiał mi na rękach, Brazylijczyk wziął go ode mnie i zaniósł do pokoju, a ja zabrałam szklanki i zaniosłam je do zmywarki. Poszłam na górę i zaczęłam się przebierać, kiedy do sypialni wszedł Brazylijczyk
- No więc pora na ćwiczenia kochanie - zmierzał do mnie małymi kroczkami, zdejmując koszulkę, od razu zrobiło mi się gorąco. Złapał mnie w pasie i mocno do siebie przyciągnął wpił się w moje usta zachłannie. Odwzajemniałam jego każdy pocałunek, w pewnym momencie nie czułam gruntu pod nogami i czułam jak się przemieszczamy po chwili leżałam na łóżku a na de mną wisiał Brazylijczyk. Całował mnie po całym ciele był taki czuły, po chwili oboje byliśmy nadzy, a co potem się stało to już każdy sobie dopowie, ale faktycznie spaliłam sporo kalorii. Zmęczeni i spoceni opadliśmy na łóżko. 
- Ney ? - zapytałam prawie szeptem 
- Tak kochanie ?
- Czy ty jesteś pewny tego ślubu ? - nie mówiłam mu, ale każdej nocy nachodziły mi złe myśli, że w dniu ślubu zostawi mnie i moje życie legnie w gruzach.
- Co to za pytanie ? Oczywiście, że jestem pewny nigdy bardziej nie byłem.
- To dobrze, tak jakoś musiałam cię spytać - wtuliłam się w jego ciepły tors i usnęłam
- Śpij księżniczko. 



Następnego dnia około 13 przyjechał tata Neymara i zajął się Diego, a my mogliśmy spokojnie wszystko dopiąć na ostatni guzik. Około 15 spakowaliśmy walizki do samochodu, pożegnaliśmy się z Diego i Neymarem Seniorem i Rafa wiozła nas na lotnisko. Tam już wszyscy na nas czekali. Około 16 siedzieliśmy już w samolocie obok mnie był Neymar, a z drugiej strony Jota. Lot minął dość szybko i przyjemnie, może dlatego, że spałam na ramieniu Brazylijczyka. Nie ważne tak czy siak było dobrze. Jak wysiedliśmy od razu można było poczuć zmianę temperatur w Londynie było zimno i padał deszcz nie lubiłam takiej pogody zresztą Neymar też i to chyba bardziej niż ja. Zakrył się płaszczem i zbiegał ze schodów jak szalony żeby jak najszybciej znaleźć się w samochodzie, który na nas czekał. Usiadłam z tyłu z Jotą, Gilem i Neyem.
- Co to za mina skarbie ? - zapytałam ze śmiechem, Brazylijczyka, któremu nie podobała się zdecydowanie ta pogoda
- Ja już mogę wracać, nienawidzę takiej pogody - odezwał się, ciaśniej otulając się w swój płaszcz 
- Stary, przeżyjesz nic ci nie będzie - odezwał się Gil
- Wal się - taką odpowiedź uzyskał, zaczęłam się śmiać
- Is na pewno cię w hotelu ogrzeję - tym razem do mnie Gil się odwrócił i puścił mi oczko, przestałam się śmiać, głupek 
- Wal się - odpowiedziałam 
- Co wy macie z tym ,, Wal się " ? - zapytał udając obrażonego 
- Nie wnikaj bo wsiąkniesz - odezwał się Jota i resztę drogi spędziliśmy w ciszy, w hotelu byliśmy po jakiejś godzinie, przez okno zauważyłam sporo paparazzi byłam ciekawa skąd oni wiedzą, że Neymar dzisiaj tu będzie, ale oni wszystko wiedzą. Wysiedliśmy i szybko poszliśmy do recepcji, mieliśmy już pokoje zarezerwowane, pracownik hotelu pomógł nam z walizkami i po chwili mogliśmy się rozpakować w swoim pokoju. Wszyscy mieliśmy pokoje obok siebie. Co jest najlepsze pokoje tutaj są jednoosobowe i ja z Neymarem mieliśmy oddzielnie, mnie to bardzo rozbawiło widocznie Brazylijczyka nie, bo był zły i próbował zamienić pokój, ale nie było szans. Rozpakował się w swoim pokoju i położyłam się na łóżku. Widok za oknem był nieciekawy, bo cały czas padał deszcze więc wstałam i udałam się na dół żeby coś zjeść. Była godzina 18 więc w samą porę na kolację. Zamówiłam owsiankę z owocami, zajęłam miejsce przy stoliku i zajęłam się telefonem. Poprzeglądałam trochę portali i zaraz kelner przyniósł mi jedzenie. Nie zdążyłam wziąć jednej łyżki, a mój telefon zaczął dzwonić na ekranie wyświetlił się Brazylijczyk bez koszulki od razu odebrałam : 


No co tam kochanie ?

Gdzie jesteś ? Dlaczego mi nie otwierasz ? Mówiłem, że te oddzielne pokoje to zły pomysł !
Spokojnie, jestem w restauracji na dole, jem kolację.
I mnie nie zabrałaś ? 
Sam nie potrafisz zjeść ? 
Nie to nie 

I się rozłączył, zdziwiłam się, ale jakoś odkąd tu przylecieliśmy Brazylijczyk nie był w dobrym humorze, a ja tylko go pogorszyłam. Miał rację mogłam do niego zadzwonić. Szybko zjadłam owsiankę i poszłam na górę do Neymara. Zapukałam do jego drzwi i po chwili moim oczom ukazał się Brazylijczyk w samych spodenkach, nie był za bardzo zadowolony na mój widok, ale odsunął się i wpuścił mnie do środka. W jego pokoju były porozrzucane ubrania, usiadłam na łóżku po turecku.
- Kochanie co się dzieje ? - zapytałam od razu, Brazylijczyk stał do mnie tyłem patrząc w okno
- Nic 
- Przecież widzę, że coś jest nie tak - wstałam i objęłam go w talii, na szczęście mnie nie odepchnął tylko odwrócił się do mnie i mnie przytulił. Oparł swój podbródek na mojej głowie już wiecie jaka była różnica między nami we wzroście. 
- Sam nie wiem, jakoś ta pogoda mi nie sprzyja i wszystko mnie denerwuje, nawet normalnie wyjść nie można, na dodatek przez 4 dni muszę spać bez mojej narzeczonej, bo ten głupi hotel nie ma wolnych pokoi dwuosobowych.
- Aaa czyli tu cię boli, spokojnie misiek jakoś poradzimy. Przecież ostatnio spaliśmy na kanapie węższej niż te łózko, to tu sobie nie poradzimy ? Błagam cię - zaśmiałam się
- Czyli też chcesz ze mną spać ? 
- Pewnie, że tak - przytulił mnie mocniej i pocałował w czubek głowy, postaliśmy tak chwilę, póki nie przerwało nam pukanie do drzwi. Jak się okazało był to Gustavo informujący o tym, że za godzinę wychodzimy na imprezę. Urodziny są jutro więc dzisiaj idziemy do klubu. 




Kilka miesięcy później 


Jest 1 czerwca, pogoda w Barcelonie jest cudowna, słońce i wysokie temperatury. Za nie całe dwa tygodnie razem z Neymarem powie sobie sakramentalne TAK nie mogę się doczekać, jestem podekscytowana. Po woli cała rodzina się zjeżdża, na szczęście nocują oni u Rafy, albo w hotelu, a u nas w domu jest spokój i cisza. Zresztą taki był warunek Neymara, że przed ślubem spędzimy te dni sami z Diego, ponieważ po ślubie wyjeżdżamy na miesiąc miodowy bez Diego i chcemy się nim nacieszyć. Wszystko już prawie jest ustalone i pozałatwiane, jutro idę na przymiarkę sukni, tak sukni ! Znalazłam tą jedyną i wyjątkową przy pomocy Rafy i Agnes udało się. Neymar podobno też już ma swój garnitur i Diego będzie tak samo ubrany jak Brazylijczyk. Ślub odbędzie się w Sagrada Familia, a wesele będzie w eleganckiej sali na obrzeżach Barcelony, ponieważ jest tam wielki ogród, w którym będziemy tańczyć na sali będą jedynie stoły z jedzeniem. Dzisiaj obudziłam się około 9 wcześnie jak na mnie ostatni, ale jakoś stałam się strasznym śpiochem od jakiś 3 miesięcy. 
- Kochanie wstajemy - obudziłam Brazylijczyka i zeszłam z łóżka, doczłapałam do łazienki i przebrałam się w czyste ciuchy. To dzisiaj ta ważna przymiarka sukni, muszę jeszcze jechać na salę i ustalić jak ma wyglądać ustawienie stołów i inne pierdoły, trochę tego jest. Na szczęście dzielimy się obowiązkami i Neymar też ma sporo do pozałatwiania razem z nim jeździ Diego, Gil i Jota. Ze mną Rafa i Agnes, bo są to moje dwie druhny nie mogłam się zdecydować więc wybrałam je obie. Zeszłam na dół i zrobiłam śniadanie, dzisiaj lekkie i pożywne czyli owsianka dla mnie i  tosty dla Neya, a na deser sałatka owocowa. Po 20 minutach wszystko było gotowe, a na dole pojawił się zaspany Brazylijczyk z Diego na rękach również zaspanym.
- A czemu dzisiaj tak wcześnie wstajemy ? - zapytał, sadzając małego w krzesełku do karmienia 
- Bo mamy dużo do pozałatwiania, Gil i Jota będą za godzinę i jedziecie załatwić ostatnie kwestie z księdzem, a potem na przymiarkę garniturów, zresztą jest już 9 nie narzekaj - postawiłam przed nim talerz, a dla Diego dałam to samo co sobie zrobiłam o dziwo mały przepadał za owsianką
- No dobrze, dobrze niech będzie, a ty ? Dużo masz jeszcze do załatwiania ? 
- No trochę jeszcze zostało niestety, ale już bliżej niż dalej.
- Wykończysz się przez te dwa tygodnie i do ołtarza będę musiał cię nieść
- Spokojnie dam radę, bolą mnie trochę plecy, ale wieczorny masaż pomoże zapewne 
- Ależ służę pomocą myszko - dał mi buziaka i zaraz zabraliśmy się za jedzenie, jak mówiłam równo o 10 byli Gil i Jota, zabrali Neymara i Diego, a ja zostałam sama ale nie na długo, bo przyszły do mnie dziewczyny. Zabrałam torebkę i telefon i i mogłyśmy jechać, na początku na salę. Załatwiłyśmy na sali wszystko co trzeba było, przewodnim kolorem będzie niebieski z fioletowymi akcentami. Na stołach będą stać bukiety z żywych róż z dodatkiem błyskotek, cała sala będzie ubrana w kolorze niebieskim z fioletowymi wstążkami i brylancikami. Będzie cudownie tak jak sobie wymarzyłam, ale i tak jak Neymar chciał, bo on również ma tu dużo do gadania. Około 14 pojechałyśmy do salonu sukien ślubnych, bo zwolniło się miejsce i mogłam mieć dzisiaj przymiarkę. Moja sukienka jest bez ramiączek, gorset wysadzany diamencikami w stylu księżniczki ale nie takiej szeroko rozkloszowanej tak delikatnie. Nie będę mieć welonu, iż mam już dziecko z Neyem i to nie wypada, za to będę miała wianek z żywych kwiatów również w przewodnim kolorze. Buty to jak zwykle szpilki z zakrytymi palcami, ale po kilku godzinach zmienię na białe Air maxy ( taka moja zachcianka) , biżuterię mam delikatną, łańcuszek z serduszkiem z wygrawerowanym IDN ( Isabel, Diego, Neymar) oraz kolczyki to male kuleczki z serduszkiem w środku. I to na tyle chyba, moje druhny będą miały długie sukienki z dużym wycięciem z jednej strony, bez ramiączek w kolorze złotym. Kidy wszystko skończyłyśmy postanowiłam wracać do domu. Pożegnałam się z dziewczynami i ruszyłam do domu, pod drzwiami byłam trochę po 16, otworzyłam drzwi i w salonie ujrzałam ......








Witajcie kochani, przepraszam, że tak długo zwlekałam, ale sami wiecie matura to nie łatwa sprawa jest już za mną połowa ale czekają mnie jeszcze ustne. Mam nadzieję, że zdam. Dziękuje wszystkim którzy cierpliwie czekali na ten rozdział i mam nadzieję, że was nie zawiodłam <3 a jeśli tak to przepraszam. Pokażcie, że mnie nie zostawiliście :* Do następnego kochani :D 

35 komentarzy = 39 rozdział 



niedziela, 10 kwietnia 2016



Rozdział 37



- Przykro mi państwa syn ma wstrząśnienie mózgu, w jego głowie utworzył się mały krwiak. Obecnie Diego leży na intensywnej terapii, jest po operacji. Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Ta noc będzie decydująca, ponieważ jest on małym dzieckiem, który nawet nie ma roku będzie to trudne dla nas jak i dla państwa. Bardzo mi przykro. - Kiedy usłyszałam myślałam, że umrę, moje serce stanęło na chwilę nic nie słyszałam więcej i nic nie widziałam, czułam jedynie jak silne ręce Neymara bardziej mnie do siebie przyciągają co sprawiało lekki ból ale nie obchodziło mnie to.
- Panie doktorze jakie nasz syn ma szanse na przeżycie ? - zapytał Brazylijczyk ciężko przełykając ślinę
- Panie Da Silva robimy co w naszej mocy na razie nie mogę niczego obiecać, ale zawsze trzeba wierzyć
- Dziękujemy, możemy do niego iść ?
- Niestety nie, dopiero jutro będą mogli państwo go zobaczyć. Proszę iść do domu i odpocząć, a jutro zapraszam na godzinę około 12 wtedy będziemy więcej wiedzieć.
- Dziękujemy - wstaliśmy oboje i Neymar podał rękę lekarzowi, ja nic nie reagowałam byłam totalnie wyłączona, Ney wziął mnie pod rękę i wyprowadził z gabinetu. Cały czas się modliłam żeby naszemu synkowi nic się nie stało i wrócił do zdrowia. Wyszliśmy ze szpitala i skierowaliśmy się do samochodu, wsiadłam i zapięłam pasy, Brazylijczyk zajął miejsce kierowcy, ale nie ruszyliśmy staliśmy i patrzyliśmy przed siebie. - Kochanie ja przepraszam - odezwał się Brazylijczyk ze łzami w oczach, odwróciłam twarz w jego stronę i poczułam ogromny ból. Położyłam swoją rękę na jego policzku od razu wtulił się w nią i zamknął oczy.
- To nie twoja wina. Nie obwiniaj się nie pozwalam ci. Tak widocznie musiało być. Teraz będziemy razem się modlić o jego powrót do zdrowia. - przybliżyłam do niego swoją twarz i delikatnie go pocałowałam. Nie wiem jakim cudem odzyskałam trzeźwy umysł, ale nie mogłam pozwolić na to żeby Neymar się obwiniał to by zniszczyło od środka. Postaliśmy jeszcze trochę i w końcu ruszyliśmy do domu. Całą drogę panowała cisza nawet radio było wyłączone. W domu byliśmy około po godzinie bardzo wolno jechaliśmy. Weszliśmy do domu, usiedliśmy na kanapie i się w siebie wtuliliśmy. Mijały godziny a my nawet się nie odezwaliśmy do siebie słowem. Około 20 Brazylijczyk wstał.
- Kochanie nie możemy tak siedzieć to zrobi nam tylko gorzej. Chodź zrobimy coś do jedzenia, trzeba też powiadomić rodzinę. Ja zadzwonię jeszcze do trenera żeby wziąć wolne.
- Masz rację, dobrze chodźmy - wstał i podążyłam za nim do kuchni. Szczerze powiem, że miałam ochoty czegokolwiek jeść, ale Neymar kazał mi cokolwiek włożyć do ust. Zjedliśmy kanapki i wypiliśmy mrożone herbaty. Brazylijczyk wszystkich obdzwonił co się stało każdy chciał nas odwiedzić, ale Ney odmawiał i prosił jedynie o modlitwę. Około 22 siedzieliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy jakiś głupi film w którym w ogóle nie wiedziałam o co chodzi. Ney chyba też nie, bo cały czas pytał mnie o co chodzi, że w ogóle nie rozumie tego filmu.
- Jesteś na mnie zła ? - zapytał szeptem Brazylijczyk
- Za co ?
- Za wszystko, bałagan, wypadek
- Nie już nie, a za wypadek nie byłam zła nawet przez chwilę. Kocham Cię i mówię to ostatni raz to nie twoja wina !! Nie każ mi tego powtarzać - od razu wpił się w moje usta zaskoczona byłam jego reakcją, ale od razu mu się oddałam.
- Kocham cię najmocniej na świecie
- Ja ciebie też - wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową i nie wiem nawet kiedy zasnęłam.


Obudziłam się w swoim łóżku, obok nikogo nie było. Zerknęłam na zegarek przerażona, że zaspałam do szpitala, ale na zegarku widniała godzina 8. Pomyślałam gdzie jest Brazylijczyk o tak wczesnej porze ? Wstałam, odświeżyłam się, nałożyłam nowe ciuchy i po woli zeszłam na dół. Salon był pusty, poczułam zapach naleśników który unosił się w całym domu. Poszłam do kuchni i ujrzałam Brazylijczyka bez koszulki który smażył naleśniki.
- Czemu tak wcześnie wstałeś ? - zapytał podchodząc do niego, żeby się przywitać. Musnął moje usta delikatnie i czule.
- Nie mogłem spać, jakoś, ale za to jest plus mojego wczesnego wstania. Masz śniadanie zrobione. Siadaj zaraz podam. - zajęłam miejsce za blatem i po chwili dostałam, naleśniki ze świeżymi owocami i nutellą do tego mrożona kawa, którą ostatnio piłam codziennie. Na przeciwko mnie stanął Brazylijczyk z talerzem tym razem swoim. Wzięłam kęs i poczułam jak wszystko rozpływa mi się w ustach.
- Jezu jakie to pyszne - nie mogłam przestać jeść
- Schlebiasz mi. Czyli się udały ?
- Jak najbardziej od dzisiaj będziesz robić codziennie takie śniadania, ale będziesz musiał robić więcej bo i dla Diego tez trzeba - i na te słowa obojgu nam uśmiech zniknął z twarzy
- Kochanie mam nadzieję, że tak będzie
- Ja też - resztę posiłku skończyliśmy w zupełnej ciszy. Po śniadaniu Brazylijczyk poszedł się przebrać, a ja sprzątnęłam trochę i usiadłam na kanapie w salonie nawet nie włączając telewizji. Po chwili chłopak siedział już przy mnie, posiedzieliśmy trochę i postanowiliśmy wcześniej pojechać do szpitala. Cali zdenerwowani zamówiliśmy taksówkę dla bezpieczeństwa i pojechaliśmy prosto do szpitala. Kiedy byliśmy na miejscu mieliśmy jakieś 30 minut do 12. Usiedliśmy na korytarzu i czekaliśmy na wieści jakie miał nam przekazać lekarz. Po około godzinie podszedł do nas lekarz i zaprosił do swojego gabinetu od razu za nim podążyliśmy. 
- No więc drodzy państwo, wasz syn na razie się trzyma. Ta noc była decydująca na szczęście Diego ją przeżył także teraz jesteśmy dobrej myśli. Musieliśmy dzisiaj przeprowadzić operację, ale już jest po wszystkim, na razie stan waszego dziecka jest stabilny, ale w każdej chwili może się to zmienić.
- Ale on wyjdzie z tego prawda ? - zapytałam prawie szeptem 
- Jak mówiłem trzeba być dobrej myśli. Na razie nic innego nie możemy zrobić czekamy na dalszy przebieg wydarzeń. Wasz syn jest pod najlepszą opieką w całej Barcelonie także spokojnie.
- A jak długo mamy czekać ? - zapytał tym razem Ney 
- Do tygodnia powinno się wszystko wyjaśnić, codziennie będziemy robić badania i kontrolować jego stan. Na ten czas mogę tylko tyle państwu przekazać
- A możemy go zobaczyć ? - zapytałam 
- Tak, ale tylko na 10 minut - lekarz wstał i zaprowadził nas pod salę, w  której leżał Diego. lekko uchyliłam drzwi i razem z Neyem weszłam do środka. Kiedy zobaczyła, że nas synek ma zawiniętą główkę i jest podłączony do wielkich maszyn, aż mi się zrobiło gorąco. Podeszłam do łóżka i usiadłam obok na krzesełku, Neymar stanął za mną i położył swoją rękę na moim ramieniu, czułam jak się trząsł.
- Synku, myszko moja kochana wszystko będzie dobrze. Mama i tata są z tobą. Kochanie moje najdroższe słyszysz mnie prawda ? - mówiłam łamiącym się głosem, nie mogłam powstrzymać swoich łez to było silniejsze ode mnie. Pomyślcie jak czuję się matka kiedy widzi własne dziecko podłączone do tych wszystkich maszyn. Czułam straszną bezsilność, że nic nie mogę zrobić, moje serce krwawiło, w nocy nie mogłam spać spokojnie męczyły mnie koszmary, że nasz syn umiera. Neymar tak samo nie wyglądał jak zawsze. Miał podkrążone oczy i z jego twarzy zginął ten cudowny uśmiech. Oboje nie mieliśmy na nic siły byliśmy zdołowani i strasznie załamani. Mogliśmy siedzieć cały dzień i nic nie jeść ani nie pić. To był koszmar modliłam się żeby on jak najszybciej się skończył. Po 10 minutach do sali wszedł lekarz i poprosił nas o wyjście. Ucałowałam małego w czółko to samo zrobił Ney i wyszliśmy. Brazylijczyk cały czas mnie podtrzymywał, bo nie byłam w stanie sama wyjść byłam za słaba. Posiedzieliśmy trochę na korytarzu i Ney zamówił taksówkę, która zawiozła nas do domu. 
- Kochanie Leo dzwonił i pytał czy mogą wpaść z Anto - odezwał się Brazylijczyk kiedy weszliśmy do domu
- W sumie może i lepiej będzie jak przyjadą przynajmniej nie umrę ze smutku. Niech przyjadą. - Brazylijczyk wyszedł na taras i zadzwonił do Argentyńczyka. Ja poszłam do kuchni i zrobiłam lekką sałatkę, bo przecież musieliśmy coś jeść. Po 20 minutach była gotowa, postawiłam talerze na stole i razem z Neymarem zjedliśmy obiad, na zegarku wybiła 14 i usłyszeliśmy dzwonek do drzwi był to Leo i Anto. 
- Witaj Is jak się trzymasz ? - podbiegła do mnie Anto i mocno mnie przytuliła
- Hej, jak widzisz słabo nie wiem co bym zrobiła żeby nie Ney. Tylko on mnie trzyma przy duchu 
- Boże jak ja ci współczuję. Pamiętaj kochana, że wszyscy jesteśmy z wami
- Wiem i pamiętam dziękuje. - przywitałam się z Leo i razem wszyscy wyszliśmy na taras, przyniosłam lemoniadę i jakieś przekąski. Posiedzieliśmy razem kilka godzin i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Chłopacy rozmawiali o meczu, a ja z Anto w sumie to o niczym Anto opowiadała co się dzieje u wszystkich dziewczyn piłkarzy. Dość dawno się nie widziałyśmy miałam nadzieję, że jak Diego wyzdrowieje to się wszystkie spotkamy. Około 18 pożegnaliśmy Anto i Leo, musieli się zbierać, bo zostawili przecież dwójkę dzieci. Razem z Brazylijczykiem usiedliśmy w salonie i oglądaliśmy telewizję wtedy zadzwonił telefon Neymara, skoczył jak poparzony i szybko go odebrał. Rozmowę zakończył dość szybko słowami : ,, Już jedziemy"
- Ney co się stało ? - zapytałam zdenerwowana
- Ubieraj się jedziemy do szpitala, Diego się obudził
- O Jezu dziękuję - wstałam , założyłam jakąś pierwszą lepszą kurtkę i zaraz już siedzieliśmy w samochodzie. W szpitalu byliśmy bardzo szybko, pobiegliśmy pod salę naszego synka, z której właśnie wychodził lekarz.
- Dziękuje, że państwo tak szybko przyjechali. Mam nowe wieści zapraszam.
- A nie mogę zobaczyć małego ? - zapytałam szybko
- Na razie jest badany, za chwilę państwa wpuszczę - podążyliśmy do gabinetu i zajęliśmy swoje miejsca. - No więc jak już wiecie wasz synek się obudził. Jest już w lepszym stanie, dobrze reaguję na nasze leki i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Za około półtora tygodnia będziemy mogli go wypisać. 
- Czyli wszystko będzie w porządku ? - zapytał Brazylijczyk głosem pełnym nadziei 
- Mamy taką nadzieję panie Da Silva - po rozmowie z lekarzem, od razu poszliśmy do małego, kiedy weszliśmy był podłączony do mniejszej ilości maszyn i miał otwarte oczka. Podbiegła do niego i pocałowałam w główkę, był taki zmęczony i smutny, ale kiedy nas zobaczył widać lekki uśmiech na jego twarzy. Posiedzieliśmy z nim chyba z godzinę póki lekarz nie kazał nam wyjść. Bardzo tego nie chciałam, ale nie mogłam tam zostać niestety. Byłam taka szczęśliwa Brazylijczyk również. Już trochę spokojniejsi mogliśmy wrócić do domu. Około 23 położyliśmy się spać, bo mieliśmy w planach spędzić jutrzejszy cały dzień w szpitalu. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w wymarzoną krainę Morfeusza. 




Dwa tygodnie później 


Od prawie tygodnia nasz maluszek jest już z nami w domu. Obchodzimy się z nim jak z jajkiem strasznie się boimy żeby nic podobnego do ostatniego wydarzenia się nie stało. Neymar zamontował bramkę na schody. Wszystkie wyniki wykazały, że z główką Diego jest w porządku nie ma żadnych powikłań. Wczoraj było przyjęcie powitalne, przyszli wszyscy nasi znajomi. Nareszcie wraz z Brazylijczykiem odzyskaliśmy siły i chęć do życia. Neymar wrócił na treningi, a ja zaczęłam szukać pracy, postanowiliśmy zapisać małego do prywatnego żłobka, w którym zapisane są dzieci Leo i Luisa. Wszyscy przyjaciele i rodzina Neya nam pomagają. Jestem strasznie z tego powodu szczęśliwa. Razem z Neyem wyznaczyliśmy datę ślubu. Odbędzie się on 13 czerwca w moje urodziny na plaży w Barcelonie. Zostało nam pół roku, ale już się cieszymy bardzo. Ceremonia będzie skromna, za to wesele jak to Neymar powiedział ma być huczne i głośne żeby cała Barcelona słyszała. Nie sprzeciwiam się niech robi co chcę, ja jedynie cieszę się z tego powodu, że w końcu więzy małżeńskie połączą mnie i Neya. Diego będzie miał wtedy już półtora roku także będzie tańczyć i bawić się razem z nami całą noc. Ze swojej rodziny zaproszę jedynie swoje siostry i rodziców chociaż wątpię, że przylecą. Nie odzywali się nawet słowem do mnie nawet jak dostali wiadomość o wypadku Diego. Jest mi przykro z tego powodu, ale mam druga rodzinę która kocha mnie najbardziej na świecie. W dniu wesela ukończę 22 lata idealny wiem na ślub zawsze marzyłam, o tym żeby wziąć ślub w swoje urodziny i to się właśnie spełni dzięki Neyowi. Jest Piątek dzisiaj razem z Diego wybieramy się na mecz Barcelony i Atletico Madryt, który odbędzie się na Camp Nou. Neymara już nie ma. Nałożyłam koszulkę z numerem 11, a Diego miał na sobie cały komplet z Barcelony wyglądał przesłodko. Około 17 wyjechaliśmy z domu żeby być trochę wcześniej. Neymar dzisiaj chciał wziąć Diego i Daviego do zdjęcia z drużyną. Tak Davi i Carol też będą z nami.Na stadionie byliśmy trochę po 17 weszliśmy wejściem dla piłkarzy, ponieważ mieliśmy przepustki. Na siedzeniach dla rodziny siedziała już Carol i Davi kiedy blondynek nas zobaczył od razu do nas podbiegł
- Cześć ciociu - przywitał się ze mną 
- Hej Davi- dałam mu buziaka w policzek i potem przywitałam się z Carol, usiadłam obok niej i postawiłam sobie między nogami Diego. Davi biegał na około nas i cały czas pytał kiedy tata wyjdzie.
- Jak tam przygotowania ? - zapytała Carol
- Jeszcze dużo czasu, ale dobrze, już mamy miejsce i datę
- Serio ? Kiedy jak i gdzie ? - zadawała bardzo dużo pytań, odpowiedziałam na wszystkie. Była bardzo szczęśliwa z powodu naszego szczęścia. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. - Kurdę ślub w swoje urodziny ? Ekstra pomysł na prawdę. Zazdroszczę ci.
- Wierzę, że i ciebie spotka takie szczęście - przytuliłam ją i nawet nie zauważyłam kiedy na boisko zaczęli wybiegać piłkarze obu drużyn. Diego zaczął skakać kiedy zobaczył Neymara jak do niego macha, od razu mu odmachał. Po wstępnym przywitaniu drużyn, Ney podbiegł do nas wziął na ręce Diego, a druga ręką złapał Daviego i pobiegli szybko do zdjęcia. Kiedy już było po przybiegł do nas oddał dzieci i pocałował mnie szybko w usta, szepcząc mi do ucha
- Wygram to dla was - i zaraz pobiegł już do reszty drużyny, nawet nie zdążyłam odpowiedzieć. Usiadłam na miejscu i z wielkim zainteresowaniem oglądałam co się działo podczas meczu. Wynik końcowy to 2:1 dla Barcelony, skakałam z radości, Ney strzelił jedną bramkę, druga Leo oczywiście. Po meczu postanowiliśmy wszyscy wyjść na kolację do jednej z ulubionych restauracji piłkarzy. Szybko wróciliśmy do domu, przebraliśmy się i pojechaliśmy do restauracji gdzie już wszyscy prawie byli. Zajęłam miejsce koło Anto, obok miałam Neymara, który na kolanach trzymał Diego. Jedzenie było przepyszne, w pewnym momencie wstał Neymar i powiedział, że musi coś ogłosić nawet w sumie nie wiedziałam o co mu chodzi z zaciekawieniem patrzyłam na niego. Po chwili wszystko było już jasne....





No kochani to już prawie ostatni rozdział z przykrością mówię, że muszę zakończyć te opowiadanie, ponieważ nie mam czasu go prowadzić iż mam maturę, ale zastanowię się nad utworzeniem nowego, ale to już po maturze. Nie zostawię tego opowiadania nieskończonego i później skończę, bo nie lubię niezakończonych spraw. Dziękuje wszystkim czytelnikom, którzy razem ze mną śledzili i śledzą losy Is i Neymara. Jestem wdzięczna za każdy komentarz, który pojawiał się pod rozdziałem. No nic na razie nie będę się rozpisywać. Do następnego <3 <3 <3 

35 komentarzy = 38 rozdział